Haha. U spowiedzi ostatni raz byłam jakieś dwa lata temu przy okazji komunii mojego brata.
I, szczerze mówiąc, po moich nielicznych wizytach przy konfesjonale nie czułam żadnego wspaniałego oczyszczenia albo nadzwyczajnej lekkości ducha, nic z tych rzeczy. Raczej ulgę, że mam to już za sobą i w najbliższym czasie nie będę musiała wymieniać księdzu żenującej listy grzechów (bo, nie oszukujmy się, ale jakie grzech mogą popełniać ludzie w moim wieku? niechodzenie do kościoła, bicie się z bratem, przeklinanie, odpysknięcie do rodziców, zapalenie w ukryciu papierosa? Takie "wyczyny", mniejsze lub większe, każdy z nas ma z pewnością na koncie, są wpisane w życie człowieka.).
Podczas ostatniej spowiedzi ksiądz ze trzy razy się mnie pytał, czy na pewno wszystkie grzechy wymieniłam. Nie wiem, czego się po mnie spodziewał. Nie lubię takich księży, którzy na siłę próbują wszytskich nawracać.
I uważam, że taka spowiedź z przymusu, bo ktoś każe, bo wypada, jest bez sensu i musimy sami czuć potrzebę wewnętrznego oczyszczenia czy coś. Ja na razie nie czuję. Może jeszcze nie dojrzałam, nie wiem.
Ale na pewno nie będę się spowiadała dlatego, że jak nie pójdziesz w pierwszy piątek do kościoła i nie uklękniesz przy konfesjonale, to masz śmiertelny grzech.