Dowcip już krąży u nas - "Jest robota w USA, trzeba przemalować biały dom."

Skoro dowcip powstał od 3 do 5 sekund po wyborach, trudno spodziewać się czegoś megazabawnego.
Guma napisał(a):ale po co wybierac goscia po 70-ątce jak on zaraz umrze
A po co wybierać papieża, który ma 80 lat? Chyba nie o wiek tu się rozchodzi, tylko o to, aby wybrać najodpowiedzniejszego kandydata.
Tak sobie myślę, że największy wpływ na przegraną McCaina miał fakt, że w prosty sposób uosobiono go z kontynuatorem filozofii Busha, a jak wiadomo, Bush swoimi posunięciami podczas swojej kadencji przysporzył sobie więcej przeciwników niż zwolenników. A Amerykanie nie chcą dłużej rządów Republikanów, chcą wielkiej zmiany. I tą wielką zmianę utożsamiają z Obamą, (ale czy nie wpadną ze skrajności w skrajność?) który rozbudził nadzieję, że Amerykanie mają wpływ na kształtowanie swojego kraju.
Ja natomiast bardzo sceptycznie. I nie chodzi mi ani o kolor skóry, ani o jego drugie imię Husajn. Historia po prostu pokazuje, że kampania wyborcza ma się nijak do efektywności działań prezydentów. Ale ludzie od zarania nabierali się na te obiecanki.
Poza tym system wyborów w USA jest z lekka nieobrazujący rzeczywistych wyników, gdyż kandydat, który ma więcej procent poparcia w danym stanie, przejmuje ostatecznie 100% głosów mieszkańców stanu.