Mój pierwszy post na tym forum.
Zapewne wielu z Was twierdzi, że wojny między katolikami i ateistami są złe. Też tak uważam.
Ani jedna, ani druga strona nie wygra, przecież. Zatem:
Mam 11 lat i jestem głęboko wierzącym chrześcijaninem. End.
Tak, jestem dzieciakiem, ale proszę - nie odbierzcie tego źle.
Więc: ja nie mam nic do samych ateistów. Przecież oni nie wierzą i mają do tego prawo - jednym słowem, ich sprawa i interes. End 'f thread. Peace.
Ale... ci, którzy obrażają Kościół, to widać, że są źli.
No, czyli Wy jako większość nierozumujących pojmiecie, że ja jestem "ojacie jaki fajny katolik chodzi do kościoła a nienawidzi ateistów pfff".
A zatem, może i ma taki koleś rację.

.
'th thread.
Ja mam często złe mniemanie o ateistach. Oczywiście mam tę świadomość, że należy ich szanować i tolerować, ale to jest wieczne przekonanie, że cały czas obrażają chrześcijan.
A z jakiego powodu? To zależy od charakteru osoby niewierzącej.
Tak, wiem, każdy POMYŚLI (podkreślam, pomyśli) że co ten Haelucenogenoklektix wypisuje, jakiś bóg czy co że ma prawo mnie osądzać. A napisze "No fakt. Zgadzam się/nie zgadzam się, ponieważ..."
Albo:
"Ateistów jest wielu. Po co masz to zmieniać?"
"Wierzę w Boga, ale nie chodzę to kościoła i nie możesz mi tego nakazać."
"Nie wierzę w Boga ani nie chodzę do kościoła. <--- ta wypowiedź jest OGROMNIE szczera, jeśli chodzi o młodzież i nie tylko - A jak wiadomo dzieci od dziesiątego do piętnastego roku życia zaczynają już sobie powoli zdawać sprawy z wiary. A nawet wcześniej, mentalność dzisiejszej młodzieży zaczyna coraz wcześniej dojrzewać. Najgłówniejsze powody:
"Nie chce mi się chodzić do kościoła."
"Nie wierzę, że Bóg istnieje."
"Uważam, że polityka z religią jest za bardzo związana, co może potem zawyrokować na wierzących."
Powyższe wypowiedzi są, oczywiście, zależy dla kogo, zgodne z prawdą, ja jestem jednak chrześcijaninem i wierzę w Boga. I tyle...
Co do Waszych wypowiedzi:
Domyślam się, co napiszecie...:
"A co Ty sobie wyobrażasz! Nie masz prawa mnie pod tym względem osądzać!!!" - Owszem. Nie mam takiego prawa, ale! Ateisto! (Żaden chrześcijanin chyba nie napisze tego zdania w cudzysłowiu... tak myślę!) Wskaż mi chociaż jedną sentencję, w której obrażam Twoje uczucia religijne! Człowieku, zanim coś głupiego napiszesz, sprawdź, co czytasz!
Przeczytasz sobie dwa zdania i już jesteś mądry pr0 ultrah supah mastah i w ogóle?! What tha f??!?!
"Nie mam zamiaru słuchać Twoich wypowiedzi, H(...)tix. Są niezrozumiałe i nieproporcjonalne do moich możliwości pojmowania." - albo coś w tym stylu.
"Jestem ateistą. I co mi zrobisz?" - nic, staram Cię przekonać do moich poglądów i żebyś je zrozumiał/a. Broń Boże do nakłonienia obrażania Kościoła ... albo przekonwerterowania na chrześcijaństwo.
"Wierzę w Boga, chodzę do kościoła i ogólnie się zgadzam. Jestem z Tobą!" - PEACE WITH YOU! ;]
"Słuchaj, nie wiem, jak to zrozumiesz, ale nie próbuj mnie nakłonić do chrześcijaństwa. Tym zajmują się misjonarze w różnych krajach." - fakt. Nie nakłaniam cię. (A nuż się zdarzy, że osoba to pisząca na drugi dzień się nawróci
"Szanuję Twój pogląd. Myślę o zaprzestaniu wiary w Boga... mam nadzieję, że mnie źle nie zrozumiesz..." - humpf. I jak ja mam to zrozumieć, jako wymądrzający się małolat. Pewnie, że to zaakceptuję. Bo ja jestem superultramiszczu wierzący, który wg. ateistów MUSI do cholery MUSII!!! BYĆ IDEALNY.
"Nienawidzę Cię za te Twoje uważania. Po kiego grzyba napisałeś ten post, skoro uczucia religijne są sprawą osobistą?" - no nie wiem, żebyś się miał/a o co pytać. Rzeczywiście, te sprawy są bardzo osobiste, natomiast można o nich chyba pogadać, jak o każdej innej sprawie, prawda?
Ja jestem wierzącym i praktykującym, opiera się moja wiara na czymś, co jest/będzie/było, a więc moje zdanie jest odmienne niż takie, w którym to najczęściej ateista wyraża swój pogląd o wierzących praktykujących.
Można wierzyć i praktykować, można wierzyć.
Ale wątpię, czy by kto praktykował nie wierząc... chyba zmuszany do modlitwy, uczestniczenia w mszach. Ja bym tego wiarą absolutnie nie nazwał.
Co do wiary i praktyki... jest to osoba zapewne wyraźnie uduchowiona. Tyle mogę powiedzieć.
Sama wiara, oparta na uwierzeniu w coś, co nie daje dowodów, iż coś nie istnieje - to już coś. Osoba ta nie ma raczej zamiaru chodzić do kościoła, modlić się itp.
Jej wiara opiera się tylko na uwierzeniu, że Bóg jest.
Są także ludzie, których ideologia jest spreczna ze wspólnotą Kościoła. Weźmy na przykład wspominając mój post :
"Nie wierzę w Boga ani nie chodzę do kościoła, gdyż uważam, że polityka jest zbyt związana z Kościołem i mogłoby to odcisnąć piętno na katolikach."
Błąd. Tylko katolicy udzielający się w Kościele mogliby coś stracić, mimo to moja opinia jest taka, że polityka nic nie może samym ierzącym zrobić.
Owszem, ale w tym przykładzie mogło by być zupełnie innego - osoba zdająca sobie sprawę z wiary i głęboko uduchowiona nie interesuje się sprawami Kościoła (co też nie jest ani za dobre) a jest wierząca sercem w Chrystusa i Boga.
My, chrześcijanie, wierzymy w Jednego Boga w Trzech Osobach. Wielu ateistów wyciąga wniosek, że nie wierzy, ponieważ "nie istnieje ktoś taki/coś takiego".
Teraz owszem, zaczną się spory pomiędzy ateistami a wierzącymi, ale nie martwmy się na zapas - po to jest ten temat, by te opinie wyrażać. Moją chyba już poznaliście.
Najlepsi są ateiści i agnostycy (ci z negatywnym poczuciem wiary, że Boga jako monoteicznego nie ma):
"Dobra, załóżmy, że twierdzisz iż Bóg jest. Ja jestem zawsze winny i ateiści czynią zło. A ty, jak coś robisz złego, to się musisz z tego spowiadać, a ja nie mam zamiaru i obowiązku."
Kurde.
Mnie tacy ludzie wkurzają po prostu. Wymądrzają się i łapią słowa Boga jako kruczki.
Bo co to za katolik, który popełnia grzechy? - tak pewnie każdy ateista myśli. Każdy z nas czyni zło, mniejsze lub większe i tego nie zmienisz.
Peace.
Jednakże nikt z ateistów nie zdaje sobie spraw. Nie wierzy, bo nie. End'f thread.
Więc te poglądy mogą kogoś urazić...
Zatem: wybacz, nierozumiejąca młodzieży. To nie moja wina, że jestem głupim 11-latkiem, który się wymądrza w sprawach wiary.
A CO CIĘ TO OBCHODZI? CO, POGLĄDÓW JUŻ WYRAŻAĆ NIE MOGĘ, BO MASZ TAKI KAPRYS! JESZCZE CZEGO! PERSKIE DYWANY!?
Sorry. Ateiści zaczną mnie jechać.
Mówię wam z góry. Dopóki nic do Kościoła i wierzących nie macie, jest OK. Peace.
Tak samo na odwrót. Póki ja do was nic nie mam, też OK.
Inna sprawa z satanistami. Urgh.
Peace, enfin.*
PS. Enfin - En Finale, koniec. (Tu: Koniec tematu)