...i stanął przed nią w swej monstrualnej postaci obnarzając szpony i kły godne najgorszej dzikiej bestii. Nigdy nie wieżyła, że To się może stać. Nigdy nie spodziewała się spotkać białego niedźwiedzia na wolności. Strach sparaliżował jej ruchy, mimo iż chciała zapaść się pod ziemię, chciała by ten koszmar się skończył... Niedzwiedź szukający pożywienia tak głęboko w aglomeracji miejskiej jest zdolny do wszystkiego, rzuci się nawet na czołg, jeśli wyda mu się, że jest z tłustego mięsa. Bohaterka zamknęła oczy, bynajmniej nie z najdzieją, że nalgle zniknie, ale z braku perspektyw, aż nagle... przypomniała sobie, że to nie jest jej dzień na umieranie. To nie jej godzina. Ta myśl tak mocno tłukła się jej po głowie, powoli wdzierając się w miejsce stresu zastępując świadomość nadzieją na udane święta. Nie. To nie jest jej czas, to jeszcze nie ten czas. Nie po to wydala kilka marnych złotych, żeby poznać datę własnej śmierci. Tak. Nagle natarczywość wzięła górę zimne łzy próbujące krystalizować się na policzkach odkleiły sie spadając częściowo na zaśnierzone ubranie gubiąc się w miliardach podobnych zamarzłych niebiańskich łez, powodując niczym naciągany spust pistoletu przy skroni wybuch nadziei na wiarygodność daty swojej śmierci:
- Jeszcze nie... nie teraz... Boże... to jeszcze nie dzisiaj.... - łkała zerwawszy się na równe nogi. -Nie mój czas!!! - wyrwało się tak głośno, że niedzwiedź zdębiał i zatrzymał się na chwilę mierząc siłę głosu dziewczynki, po czym on ryknął na dowód, że on jest panem sytuacji i myśliwym a nie ofiarą w zaistniałej sytuacji.
Dziewczyna ogarnęła się. gniew wrócił na swoje miejsce, adrenalina zajęła całe ciało, zamiast stać jak słup rzuciła się biegiem wąską ulicą. Długo nie czekając bestia podążyła w jej ślad, wściekła, że przed późną kolacją napotyka tak niedorzeczny opór. To rozwścieczyło zwierzę jeszcze bardziej. Koniec zabawy. Zakodowany instynkt; zabić - zjeść - przeżyć. Pogoń trwała już kilka sekund, co w tak beznadziejnej sytuacji ciągnie się jak wieczność; Zakładam, że to trick mózgu, osoby, która czuje śmierć na karku. To zdobycie złudzenia kilku dodatkowych milisekund na przegląd całego swojego życia, tak popularnego przed samą śmiercią.
Biegnie. Powoli godząc się z losem. Ostatnie siły i płacz bezradności. Beznadzieja sytuacji nakazuje się poddać, ale wola życia mówi coś całkiem sprzecznego. Wie, że jeśli się zatrzyma, to będzie jej koniec, choć nie ma siły na utrzymanie tempa. Myśli tak sprzeczne krążą w głowie jak tornado porywając w śmiertelny wir bodźce zmęczenia i woli walki o swoje życie. Poziom nerwów sięga zenitu. Oprawca jest już tak blisko, że słychać mimo wiatru, który nabrał pędu w labiryncie uliczek chrypowate dyszenie, na tyle znajome, że gdyby cudem udało jej się przeżyć, na długo je zapamięta. Brak sił spowodował, że na zakręcie Emily upada. Z impetem i siłą odśrodkową uderza w okna piwniczki, które pochlaniają jej ciało we własnych ciemnościach. Wpadła do piwnicy. Na całe szczęście upadek ocucił dziewczynę odrobinę z myśli, że ma jakąś szansę, bowiem kompletna ciemność pozwoliła wyobraźni stworzyć obraz takiego nieba jakie wyobraziła sobie, słuchając kazań w kościele. dopiero gdy na ścianę w których leżała Emily nie uderzyło coś wielkiego, co po ułamku sekundy stało się jasne, że żyje i ma szanse, realną szansę, że jej się powiedzie. Morda która wpychała się do piwnicy i łapa, starały się sięgnąć. Dziewcze odsunęło się z pod okna aż do momentu, w którym za plecami poczuła zimną ścianę. Niedźwiedź kłapie zębiskami w wąskim oknie. BYło już niemal jasne, że tu się nie dostanie. Ale co dalej? Nagle niedźwiedź przeciska się coraz bardziej i bardziej. Nagle prócz pyska, może wejść cała głowa, potem przeciskał się aż się nie wydłuża jego zasięg. niebawem wejdą do piwnicy. Tym razem przepełniona beznadzieją dziewczyna poddaje się na starcie, wiadomo, co się stanie. Kazdy oddech sprawiał wrażenie ostatniego. Zamknęła znów oczy, niewieżąc, że to dzieje się właśnie teraz, że ma jeszcze jakąkolwiek szansę... Ale bóg okazał się łaskawy. bestia zmniejszała się, gdy nabrała rozmiarów, które pozwoliły jej wśliznąć się przez okienko, impet spadającego ciała, uderzenie kości o betonową posadzkę, mimo iż coraz mniejszych, to nadal ciężkich kości z kupą morderczego mięsa, narobił takiego huku, że wyrwało ją to z koszmaru. To nie był pierwszy sen o śmierci i łaskawej pobudce, najwyższa pora by się tym zainteresować naprawdę, pomyślała. Jeszcze mokra od nocnych stresów podniosła się z łóżka tylko po laptop, jest już niemal zima, pierwszy śnieg spadnie lada chwila. wzdrygnęła się na wspomnienie o przykrym śnie. W google wprowadziła hasło "śmierć", mnustwo niczego, głupot, młodzierzowych blogów, nic niewartości. chwila zastanowienia: "Jak poznać datę własnej śmierci"? Tak! Sukces, tego szukała propozycja była precyzyjna:
http://smierc.org/. wypełniła test, chwila wahania przed wysłaniem smsa, ale to była tylko jednorazowa formalność są święta, i ma prawo sobie zafundować coś od siebie i.... sms zwrotny. Znajome przyspieszenie akcji serca, nie jest to przyjemne, ale ratują ją okoliczności od dostania zawału. Zimny pot pojawił się na skroniach, wahanie i strach. Jak w każdej stresującej chwili dwa głosy: rozsądku i chęci walczyły o wywołanie reakcji zastygłej w zamyśleniu dziewczyny. Bała się odczytać wiadomość, mimo, że to zapewne zabawa, że to tylko dla rozrywki, ale... przecież po coś wypełniała kwestionariusz i gdyby o była tylko bzdura, nie kosztowałaby tyle. Jeśli to prawda? W sercu miała nadzieję, ze nie, ale w umyśle tłukło się, że to musi być prawda. otworzyła nadesłaną wiadomość, nawet na nią nie spoglądając na czuja wciskając odpowiedni przycisk. -No. Na raz, dwa, trzy. Raz... dwa... - sekundy dłużyły się jak całe dnie - ... Trzy! - szybkie zerknięcie i jeszcze szybsze zamknięcie oczy.
-Co? 06.12 tego roku? To jakaś bzdura, przecież to... - mówiony z irytacji na głos żal, przerwany został przez dzwonek do drzwi. Szybkie spojrzenie na zegarek. No tak. Przecież dzisiaj jest mikołaj, urwały się ze szkoły, żeby nie obchodzić tych głupich klasowych wigilii i umówiły u niej w domu na babskie pogaduchy. Wstaje i podchodzi do drzwi, otwiera roześmianym koleżankom. Już od progu piski zadowolenia dziewcząt mają prawo zdenerwowac sąsiadów. Dziewczyny żywo rozmawiały o trudnych młodzierzowych sprawach cały dzień, przyszli do domu rodzice, wszyscy razem zjedli obiad. Matka lubiła posiedzieć w gronie koleżanek córki, sama czuła się wtedy młodsza. wieczorem, kiedy ciemność opanowała wszystko poza domem nadszedł czas rozstania się z dziewczynami:
- Cześć skarbie, nie zapomnij na jutro zabrać dla mnie tej książki, ok?
- Pa bejbe, nie zapomnÄ™, znasz mnie. dla Ciebie wszystko.
- Pa Emily... aha! kupiłyśmy ci coś i zapomniałyśmy ci dać, starość nie radość, nie?
- Boże dziewczyny, ja was zastrzele, nie musicie mi nic kupować, powaliło was?
- Cicho! Mikołaj to mikołaj. Wszystkich kocha - Dori wyjęła z obszernej torebki misia. Białego kosmatego i pluszowego, który przypominał tego ze snu. Emily uszło powietrze, zakręciło się w głowie, obraz żegnanych koleżanek nagle zgasł. Przytłumione głosy dziewczyn - Co Ci jest, wszystko wporządku, Emi, co się stało... - nie reagowała na zadne słowo, poprostu opadła na ziemię tracąc wszelki kontakt z rzeczywistością.
Obudził ją trzask łamanych mebli, z których spadały kryształowe wazy matki. otworzyła oczy, ale ból błyskającej nieregularnie żarówki nakazał jej zamknąć je spowrotem. nie wiedziałą co się stało, gdzie jest, i co tu robi. Kątem oka, przez ten ułamek sekundy widziała tylko kilka połamanych mebli. Ciągłe trzaski łamanego drewna, spadających szklanych i innych kruchych i rozbijających się przedmiotór, garnki symbolizowały, że cały bałagan toczy się w kuchni. Dziewczyna postanowiła otworzyć znów oczy, tym razem mądrzej, bo tylko do połowy i osłonięte ramieniem, przed samym źródłem światła, jeszcze nie wstała, ale ma taki zamiar. mimo strachu, ma zamiar sprawdzić co się dzieje. podniosła się z łóżka postawiła nogi na zimnej posadzce, cała była w wodzie, bałagan i zimno utrudniały kładzenie kolejnych kroków, ale nie Emi nie dała za wygraną. wyszła z pokoju, zachowując się jak najciszej, ale jak to bywa w każdym koszmarze, nic nie idzie po myśli bohatera, na trafiła na kawałek rozbitego szkła i syknęła z bólu. To wystarczyło by została usłyszana, nagle szperanie z demolką ustały a jej syknięciu zawturował krótki warkot oczekiwania, który dobiegł z kuchni. Był tak znajomy, że źrenice zwężyły się do rpawie niewidocznych. - znów jakiś koszmar, boże, ja już nie chcę, ja się boję... - mamrotała pocichu, co spowodowało, że intruz będący do tej pory tajemnicą postanowił sprawdzić, kto go podsłuchuje, ciężkie, spadające na podłogę kroki przeraziły dziewczynę, wystarczyły dwa, by z za futryny wyłoniło się łapsko naszpikowane szponami, zakleszczyło się na futrynie, tak że pozostanie po nim odkształcony ślad. To on. To ten niedzwiedź. Myślała sparaliżowana w miejscu: - To znów sen? To znów ten koszmar... Obudź się! Obudź się! Obudź si... eeeeeeeeee!!! AAAAA!!! - bestia chwyciła dziewczynę za gardło podnosząc do góry. Ta tracąc przytomność przypomniała sobie sms i zamknęły się oczy na sinej z braku tlenu twarzy...
(dalej wy hehe, przecież to może być historia o miśku

)